W końcu udało się zrobić zdjęcia moich pierwszych szyciowych dzieł.
Pierwsza sukienka uszyta pod okiem teściowej. Ciemna zieleń, lejący materiał. Wyszła mi całkiem nieźle, chodziłam w niej często przed urodzeniem dzieci. Teraz czeka w szafie na lepsze czasy, póki co karmię piersią, więc odpada. Ostatni raz miałam ją na sobie na tydzień przed urodzeniem się Jadzi (no i wczoraj, do zdjęć) ;)
Ta sukienka została uszyta z cienkiego płótna lnianego o kolorze rdzy. Krój empire z dwiema marszczonymi falbanami. Dodatkami są koronki, których zapas mam całkiem spory jeszcze po mojej babci Jadzi ;)
Sukienka na początku miała rękawy, potem je odprułam, bo było mi w niej za gorąco, a sukienka idealnie nadaje się na ciepłe lato. Brzuszek z Jasiem w 40 tygodniu ciąży też się w nią zmieścił :)
A ta sukienka była uszyta przez moją mamę na moją studniówkę. Materiał - bordowa satyna, krój z 6 klinów rozszerzanych na dole. Pierwotnie prawa jej strona była matowa i bez dodatków, miała dekolt trójkątny, mniejszy. Ja ją sprułam, przeszyłam błyszczącą stroną na wierzch, dodałam długie rękawy z szyfonu, rozcięte na wysokości łokci. Zrobiłam wiązanie gorsetowe (pomysł mojej szwagierki, który wykorzystała do swojej sukni ślubnej), dzięki czemu nawet po schudnięciu sukienka będzie pasować :) oraz powiększyłam dekolt.