Wszystkie sukienki są z jednego wykroju. Czarna kiecka jest bardziej czarna niż na zdjęciu (flesz przekłamał), falbankę doszyłam, bo wyszła za krótka ;) Jest to ten sam materiał, z którego szyłam kimono dla taty :)
Dwie pozostałe kiecki są z jersey'u, lekko elastyczne. Bardzo spodobały mi się wzory tych materiałów.
Zdjęcia są takie sobie, bo robione z fleszem (ostatnio u nas dość ciemno, nawet w dzień), a i tła lepszego nie znalazłam w domu.
Sukienki są bardzo wygodne, szczególnie ta czerwona (jest trochę cieńsza od fioletowej) i czuję się w nich świetnie :)
Wcześniej uszyłam torbę dość sporą. Na szczęście dzięki pomyłce pani w sklepie z tkaninami miałam więcej materiału i zostało mi tyle, żeby uszyć jeszcze jedną, mniejszą. Po uszyciu prototypu z resztek, których nie było mi szkoda, uszyłam tą wymarzoną z moim ulubionym zwierzaczkiem. Wyszedł jak wyszedł, talentu do rysowania specjalnie nie mam, ale chyba widać jaki to zwierzaczek :)
Postanowiłam spróbować swoich sił i uszyć moją pierwszą w życiu torbę. Znalazłam piękną czerwoną zamszową skórkę oraz bawełnę w moim ulubionym kolorze z drobnymi kwiatkami (takie lubię najbardziej). Wykrój na torbę kupiłam w tym samym sklepie co tkaniny, w moim szyciowym raju Stoff&Stil. Oczywiście nic mi po instrukcji, bo jest po norwesku...zresztą jak jest opisówka to ja i tak nigdy nic nie rozumiem. Jakby na obrazku było pokazane jak w IKEI to byłoby łatwiej zrozumieć. Ale na szczęście jeszcze miałam moją ulubioną teściową ;) przy sobie i pokazała mi szybciutko co po kolei mam zrobić do pewnego momentu. Jak już zrobiłam to wszystko to zaczęły się małe schody z podszewką, ale w końcu rozkminiłam co i jak i udało się :) Muszę jeszcze tylko uszyć długi pasek na ramię, który będzie doczepiany na haczyki. Ale torbę już mogę używać :) Jest spora, nawet trochę większa niż się spodziewałam (43x27x30cm). Ale nie szkodzi, w końcu ma pomieścić niezbędnik dzieckowy i kilka moich szpargałów, których jest jak na lekarstwo w porównaniu z dzieckowymi ;)
Będzie się idealnie nadawać jako bagaż podręczny do samolotu :)
Pozwolę sobie zacytować artykuł ze stron turystyka.wp.pl o raz visitnorway.com, ponieważ znalazłam ładny opis, a sama nie mam weny pisać:
Opowieść o Rjukan, niewielkim mieście położonym na zachód od Oslo brzmi jak z bajki. Ponad 100 lat temu w otoczonej licznymi wodospadami dolinie Vestfjord, Sam
Eyde, człowiek o ogromnej pasji i wizji, postanowił wybudować
elektrownię wykorzystując naturę do pozyskiwania energii. Elektrownia
Norsk Hydro powstała, a pracujący w niej inżynierowie i robotnicy
osiedlili się w mieście wybudowanym przy niej.
Rjukan wciśnięte między dwa strome zbocza gór w okresie
jesienno-zimowym cierpiało jednak na całkowity brak słońca. Doprowadziło
to do sytuacji, w której materialny i społeczny status mieszkańców
odzwierciedlało położenie domu. Dyrektorzy i inżynierowie mieszkali
najwyżej na zboczu, niżej swoje domy mieli pracownicy biurowi, a na
samym dnie doliny robotnicy.
Pierwszy pomysł oświetlenia miasta systemem luster został opisany w
lokalnej prasie 31 października 1913 roku, a jego pomysłodawcą był Sam
Eyde. Przedsiębiorca zdając sobie jednak sprawę z tego, że technologia z
początku XX w. nie pozwala na realizację takiego projektu, zdecydował
się ostatecznie na ufundowanie kolejki linowej Krossobanen. Otwarta w
1928 roku linia umożliwiła mieszkańcom podróż z doliny na szczyt o
wysokości 886 m n.p.m., skąd mogli odpoczywać w promieniach słońca
przynajmniej przez kilka godzin w weekendy.
Futurystyczna idea ruchomych luster nie została jednak zarzucona i
teraz, po ponad 100 latach stała się rzeczywistością. W ramach projektu
„Lustro słoneczne w Rjukan”
na zboczu 450 metrów ponad rynkiem Rjukan zamontowano trzy ogromne lustra o
łącznej powierzchni 51 m kw. Oświetlają obszar w centrum miasta o średnicy
600 metrów. Cały system jest sterowany komputerowo i zasilany
bateriami słonecznymi i wiatrem.
W pobliskim Vemork znajduje się Muzeum Norweskiego Przemysłu, które prezentuje fascynującą wojennąhistorię regionu
Rjukan. Vemork było centrum jednej z najważniejszych akcji sabotażowych
podczas II wojny światowej, gdy norwescy sabotażyści przeszkodzili
Niemcom w tworzeniu bomby jądrowej z wytwarzanej tutaj ciężkiej wody.
Góra Gaustatoppen
Gaustatoppen wznosi się majestatycznie nad miastem Rjukan na wysokość 1883 metrów nad poziomem morza.
Codziennie około 30 000 ludzi wybiera się na ten szczyt, aby podziwiać
niesamowity widok z góry. W bezchmurny dzień widać całą okolicę w
kierunku południowym po wybrzeże, zaś w kierunku wschodnim Szwecję. Można stąd podziwiać jedną szóstą część Norwegii.
Na zdjęciach i filmikach zobaczycie między innymi długie na ok. 33km jezioro Tinnsja, na którym zatopiono prom wiozący ciężką wodę, wodospad spływający tuż przy drodze, malowniczą trasę biegnącą wzdłuż jeziora Tinnsja, wodospad przy wjeździe do Rjukan, który ma 104m wysokości, górę Gaustatoppen i miasteczko Rjukan oraz dwa cienie, które powstają poprzez odbijanie się słońca w lustrach :) Zdjęcia robione są aparatem i telefonem, dlatego są różnej jakości.
Droga do Rjukan
Droga na górę Gaustatoppen
Pasma górskie widziane z Nottoden
Największy drewniany kościół klepkowy w Norwegii, zbudowany w 1242 roku w Notodden.
Jestem fanką Japonii. Lubię gejsze, samurajskie miecze, ceremonie parzenia herbaty, japońską precyzyjność, wachlarze i kimona.
Ostatnio nadarzyła się okazja uszyć kimono :)
Mój tata jest nauczycielem gry na fortepianie w szkole muzycznej. Z kolegami nauczycielami będą w czerwcu wystawiać operetkę "Gejszę" Sydney'a Jones'a. Mój tata gra tam rolę gubernatora. Nie znaleziono dla niego odpowiedniego kimona, więc podjęłam się wyzwania i postanowiłam mu je uszyć :)
Poszperałam w necie w poszukiwaniu wykrojów i instrukcji. Udało mi się co nieco znaleźć i zabrałam się do pracy.
Najpierw uszyłam kimono na Jasia, które składa się z dwóch części: kimona i hakama (spodni). Potem uszyłam kimono na Jadzię składające się z długiego kimona i pasa obi z gotową kokardą zapinanego na rzep.
Kiedy już nabrałam wprawy i wiedziałam co i jak, wzięłam się za szycie kimona dla taty, które składa się z kimona (część wpuszczona w spodnie), pasa obi trzymającego kimono, hakamy (spodni) oraz haori (płaszcza) zapinanego luźno łańcuszkiem z koralików (zrobiłam go ręcznie).
A oto rezultaty mojej pracy :)
(zdjęcia były robione na szybko, żeby zdążyć ująć dzieci, dlatego sorki za walające się zabawki w tle)