Ostatnio kupiłam używany wózek dla bliźniąt. Super tani jak na taką brykę. Nowy, który różni się jedynie podwójnym daszkiem, skrętnymi przednimi kołami i regulowaną rączką kosztuje jakieś 10x więcej.
Jadzia już prawie w wózku nie jeździ, ale jak gdzieś z dziećmi wychodzę to ona często pakuje się Jasiowi do wózka, siada mu na nogi albo włazi na budę. Niebezpieczne to i niewygodne. A teraz mogą sobie oboje siedzieć w wózku obok siebie (bardzo im się to podoba :D) i nie muszę się martwić, że mi Jadzia się urwie i wpadnie pod samochód. Mogę iść z nimi w dłuższą trasę szybciej i sprawniej. A jak trzeba to i do tramwaju i autobusu się wózek zmieści, bo ma zaledwie 74cm szerokości :)
Prowadzi się świetnie na każdym podłożu dzięki dużym terenowym pompowanym oponom. Jest lekki (tak samo lekki jak nasza stara trójkołowa spacerówka Quinny Speedi, też ma pompowane opony). Mogę go sama złożyć (bardzo łatwo i szybko) i włożyć do samochodu. Tapicerka jest cała z materiału i pasków. Jedynie plecy są wzmocnione leciutkim cienkim i giętkim kawałkiem plastiku. Niezależne siedziska można rozłożyć prawie na płasko do spania, są przytulne i wygodne. Wcale nie za wąskie :) A tapicerkę mogłam wrzucić całą do pralki i wyprać :)
Niestety po wypraniu okazało się, że w spodnich częściach tapicerki odłazi taka jakby gumowa farba, jakiś impregnat czy cóś. Postanowiłam te części obszyć kolorowym materiałem. Dzięki temu wózek wygląda radośniej :)
Wszystko szyłam ręcznie.
Na początku wózek wyglądał tak. Tu na zdjęciu można zobaczyć na kawałku złożonej budy tą odłażącą farbę. Z daleka wygląda jak pleśń albo brud. Lepszego zdjęcia nie mam, bo oczywiście zapomniałam udokumentować.
Wózek to stara wersja Mountain Buggy Duett
Teraz wygląda tak :)


