Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Soffi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Soffi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 maja 2014

Sukienki

Wszystkie sukienki są z jednego wykroju. Czarna kiecka jest bardziej czarna niż na zdjęciu (flesz przekłamał), falbankę doszyłam, bo wyszła za krótka ;) Jest to ten sam materiał, z którego szyłam kimono dla taty :)
 Dwie pozostałe kiecki są z jersey'u, lekko elastyczne. Bardzo spodobały mi się wzory tych materiałów.
  Zdjęcia są takie sobie, bo robione z fleszem (ostatnio u nas dość ciemno, nawet w dzień), a i tła lepszego nie znalazłam w domu.
Sukienki są bardzo wygodne, szczególnie ta czerwona  (jest trochę cieńsza od fioletowej) i czuję się w nich świetnie :)
Wyszły dokładnie takie jakie miały być :)




czwartek, 13 marca 2014

Okolice mojego nowego domku :)

Wybrałam się dziś z Jasiem na spacer, wreszcie. Pogoda piękna, słońce i odwilż. Przedwiośnie pełną gębą :) Oczywiście wzięłam aparat.
 Mieszkamy w dolince, a na około wszędzie góry.

Pozwolę sobie sparafrazować tekst z Vabanku II "Aaaa! Skrimfjeld! Tu się oddycha!" ;)

Poszłam główną asfaltową ulicą, na której mieszkamy. Wszystkie od niej odnogi są już gruntowe i prowadzą głównie do posesji lub malutkich skupisk domków.

Droga, jadąc samochodem, jest przerażająca. Przynajmniej dla mnie. Przejechaliśmy się tam z Jackiem przed wczoraj, on prowadził. Ja się strasznie bałam, w pewnym momencie zamknęłam oczy. Ciągle miałam wrażenie, że wypadniemy zaraz z drogi. Sama droga wąska (a dwukierunkowa) i kręta i prawie nigdzie nie ma barierek (!).






W oddali Jonsknutten, w dole kościółek, który mijamy jadąc do miasteczka Kongsberg.



Między tymi dwiema górami leży Kongsberg :)


Ostry zakręt i przepaść, brrr!


A tu kolejny. Przy każdym zakręcie musiałam zmieniać stronę drogi, żeby być lepiej widoczną. Dobrze, że mam czerwoną kurtkę i Jaś ma czerwony wózek.



Z jednej strony przepaść, z drugiej rów i ciasno dla dwóch mijających się samochodów.




poniedziałek, 10 marca 2014

Wycieczka do Brytów

Ostatnio wybraliśmy się do Anglii do moich przyjaciół. Był to prezent od mojego męża oraz naszych rodziców (zaopiekowali się dziećmi) z okazji moich 30 urodzin :)
 Byłam tam pierwszy raz w życiu i bardzo mi się podobało :) Czuję wielki niedosyt i chcę tam jeszcze nie raz polecieć.
 Uwielbiam brytyjski akcent, którego miałam okazję wreszcie posłuchać na żywo :)

 Polecieliśmy z Gdańska w tłusty czwartek. Na lotnisku w Stansted odebrali nas moi przyjaciele. Prosto z lotniska jechaliśmy do Chawton w hrabstwie Hampshire zobaczyć dom Jane Austen, autorkę książek m.in. "Rozważnej i romantycznej", "Dumy i uprzedzenia", "Emmy". Weszłyśmy tam z moją przyjaciółką, a nasi mężowie poszli sobie do pubu.
 Dom przytulny i taki jak sobie wyobrażałam :) Można było poczuć w nim ducha Jane i przenieść się do jej czasów. To było niesamowite uczucie być w jej domu i móc zobaczyć jak żyło się w tamtych czasach. Byłyśmy tam praktycznie same (nie jak w innych muzeach tłumy ludzi), więc można było sobie spokojnie poprzebywać w domu i porozmawiać z panią pilnującą, która opowiadała nam bardzo dużo ciekawostek na temat Jane. A opowiadała tak jakby mówiła o swojej babci :) Podpowiedziała nam też, żebyśmy podjechali 3 km do wielkiej posesji, gdzie kiedyś Jane chodziła na bale. Teraz jest tam wielka biblioteka, w której znajdują się książki tylko i wyłącznie pisarek. A jest ich mnóstwo! Zaraz obok jest mały kościółek i cmentarz, na którym leżą siostra i matka Jane.













Pierścionek Jane niedawno odnaleziony i odkupiony przez muzeum


Krzyżyk Jane







W drodze do miasta Crawley, gdzie mieszkają moi przyjaciele zatrzymaliśmy się w małym miasteczku (nazwy nie pamiętam) w poszukiwaniu jedzenia ;)






 Ta wycieczka zajęła nam pół dnia. Zanim dojechaliśmy do domu w Crawley było późne popołudnie.  W piątek spacerowaliśmy głównie po mieście, bo wszyscy byli w pracy. Tylko siostra przyjaciółki mogła nam towarzyszyć i oprowadziła nas po sklepikach :) Obkupiłam się w ciuszki, zwłaszcza bieliznę, która jest 3x tańsza niż w PL i bardzo ładna :) A wieczorem babski wieczór :D (panowie poszli na pępkowe znajomego).

 W sobotę mieliśmy zaplanowane zwiedzanie Londynu. Pojechaliśmy tam pociągiem, bo w Londynie ponoć są straszne korki i nigdzie byśmy nie dojechali. A tak to na jednym bilecie jeździliśmy cały dzień metrem :) Oprócz tego dzięki biletom na pociągi mogliśmy wchodzić do muzeów za pół ceny :)
 Chcieliśmy zajść do domu Sherlocka Holmesa, ale była strasznie długa kolejka, więc kupiliśmy tylko parę drobiazgów w Gift Shop'ie i poszliśmy dalej. Bardzo blisko jest Muzeum Madame Tussauds, gdzie była jeszcze większa kolejka, ale pan, który wpuszczał powiedział, żebyśmy spróbowali na godzinę przed zamknięciem, bo wtedy prawie nie ma kolejek. Pojechaliśmy więc zwiedzać Tower Of London. Oj, dużo tam do oglądania. Nie zdążyliśmy wszystkiego obejrzeć, bo by nam nie starczyło czasu na inne atrakcje (choć zamek w Malborku chyba dłużej się zwiedza).
 Klejnoty koronne zapierają dech w piersiach! Niestety nie wolno było robić tam zdjęć.















 Tower Bridge również jest piękny :) Bardzo podoba mi się zestawienie starego budownictwa z bardzo nowoczesnym. Zawsze byłam przeciwna takiemu mieszaniu stylów, ale tutaj zrobię wyjątek. Nowoczesne budowle, całe w szkle, żadne tam wysokie klocki, tylko wymyślne kształty nadają im futurystycznego charakteru. I podoba mi się wkomponowanie ich w stare zabytki :)


Potem wróciliśmy na Baker Street, żeby spróbować dostać się do Sherlocka, ale nie zdążyliśmy. Za to do Muzeum Madame Tossauds tak :) Miałam okazję zrobić sobie zdjęcia z moimi ulubionymi aktorami ;) 

Johnny Depp - trochę mnie rozczarował. Jakiś taki mały ;P


 Sir Sean Connery


Colin Firth


Audrey Hepburn


Bruce Willis - wyższy niż myślałam ;) 


Ku mojemu zaskoczeniu  Humphrey Bogart był wyższy ode mnie (i Johnny'ego Depp'a :P), a zawsze myślałam, że był kurduplem
 

Natomiast Patrick Stewart jest niższy od mojego męża, a w Star Treku zawsze tak go filmowali, że wydawał się dość wysoki.


Na koniec pojechaliśmy na London Eye zobaczyć, już w nocnej oprawie, najbardziej znane miejsca w Londynie. Big Ben i Parlament zrobiły na mnie ogromne wrażenie! Nie mogłam się napatrzeć na te bogato zdobione fasady. W dodatku tak pięknie oświetlone. Potem Opactwo Westminister i oczywiście Pałac Bakingham.







Po całym dniu chodzenia bolały mnie nóżki, ale byłam bardzo zadowolona :) Na koniec dnia cała rodzinka przyjaciółki śpiewała mi sto lat wchodząc do salonu z tortem :) Moje najlepsze urodziny ze wszystkich :)


W niedzielę odpoczywaliśmy. Zajechaliśmy sobie do miasteczka Horsham, w którym przyjaciele wcześniej mieszkali. Bardzo urokliwe małe miasteczko :)








Kocham smoki. Zwłaszcza takie :)
Smok Leśny św. Leonadra




W poniedziałek pojechaliśmy do Brighton. Pochodziliśmy sobie po marinie (raj dla mojego męża ;P). Bardzo podobały nam się domki w marinie i wokół nich woda, przycumowane jachciki, barki, motorówki.




Przez miasto tylko przejechaliśmy, bo nie mieliśmy czasu zwiedzać. Zdjęcia zrobione z samochodu. Elewacje zupełnie inne od tych w Londynie. Też bardzo mi się podobały :)




Muzeum Brighton :)






No i po obiadku trzeba było się zbierać i jechać na lotnisko.
 Jechaliśmy 8 jezdniową (4 pasy w jedną stronę) autostradą M25. Kto czytał "Dobry Omen" Pratchett'a i Gaiman'a, wie, że to dzieło diabła Crowley'a. Tam są ZAWSZE korki. Na AUTOSTRADZIE!
 Tocząc się w korku w pobliżu lotniska Hitrhow miałam okazję popatrzeć jak samoloty ustawiały się w powietrzu w kolejce i lądowały jeden za drugim. Nad autostradą były już na prawdę bardzo nisko :)
 My jechaliśmy na lotnisko Luton na szczęście. Na Hithrow ponoć można się zgubić, a do poszczególnych terminali jeździ się metrem...

 Wróciliśmy do Gdańska przed północą, dzieci już spały. Rano były trochę zdziwione, ale szczęśliwe, że już jesteśmy :)
 Jeszcze jeden dzień w Gdańsku, spędziliśmy go u rodziców i siostry Jacka, a w środę powrót do Norwegii do naszego nowego mieszkanka :)