niedziela, 10 sierpnia 2014

Upiększanie wózka

 Ostatnio kupiłam używany wózek dla bliźniąt. Super tani jak na taką brykę. Nowy, który różni się jedynie podwójnym daszkiem, skrętnymi przednimi kołami i regulowaną rączką kosztuje jakieś 10x więcej.
 Jadzia już prawie w wózku nie jeździ, ale jak gdzieś z dziećmi wychodzę to ona często pakuje się Jasiowi do wózka, siada mu na nogi albo włazi na budę. Niebezpieczne to i niewygodne. A teraz mogą sobie oboje siedzieć w wózku obok siebie (bardzo im się to podoba :D) i nie muszę się martwić, że mi Jadzia się urwie i wpadnie pod samochód. Mogę iść z nimi w dłuższą trasę szybciej i sprawniej. A jak trzeba to i do tramwaju i autobusu się wózek zmieści, bo ma zaledwie 74cm szerokości :) 
 Prowadzi się świetnie na każdym podłożu dzięki dużym terenowym pompowanym oponom. Jest lekki (tak samo lekki jak nasza stara trójkołowa spacerówka Quinny Speedi, też ma pompowane opony). Mogę go sama złożyć (bardzo łatwo i szybko) i włożyć do samochodu. Tapicerka jest cała z materiału i pasków. Jedynie plecy są wzmocnione leciutkim cienkim i giętkim kawałkiem plastiku. Niezależne siedziska można rozłożyć prawie na płasko do spania, są przytulne i wygodne. Wcale nie za wąskie :) A tapicerkę mogłam wrzucić całą do pralki i wyprać :)
  Niestety po wypraniu okazało się, że w spodnich częściach tapicerki odłazi taka jakby gumowa farba, jakiś impregnat czy cóś. Postanowiłam te części obszyć kolorowym materiałem. Dzięki temu wózek wygląda radośniej :)

 Wszystko szyłam ręcznie.

 Na początku wózek wyglądał tak. Tu na zdjęciu można zobaczyć na kawałku złożonej budy tą odłażącą farbę. Z daleka wygląda jak pleśń albo brud. Lepszego zdjęcia nie mam, bo oczywiście zapomniałam udokumentować.

Wózek to stara wersja Mountain Buggy Duett


Teraz wygląda tak :)







poniedziałek, 28 lipca 2014

Czas leci szybko...

 O tej porze, dokładnie 2 lata temu byłam już na porodówce i zwiedzałam drugą salę porodową. Upał był jak dzisiaj. W szpitalu bez klimatyzacji duży wiatrak ledwo dawał radę. Za chwilę pojawiła się kolejna rodząca, która potrzebowała monitoringu KTG. Ja byłam chodząca, więc przeniesiono mnie na patologię ciąży na chwilę. Założono mi kartę, żeby w papierach się zgadzało.
 - Ma pani 9 cm rozwarcia, teraz już tylko czekamy na odejście wód. Jak odejdą, wraca pani na górę, chyba, że zwolni się sala to panią weźmiemy.

 I tak w sali odwiedzin (bo  na oddział mężowi nie wolno było wejść) kołysałam się z Jackiem przy dwóch ciężarnych i ich mężach. Skurcze już były na tyle silne, że w ich trakcie sobie śpiewałam/jęczałam. Trudno, trochę postraszyłam (a może uspokoiłam) ciężarne w poczekalni.

- zwolniła się sala na porodówce, może pani wrócić na górę.

Po zbadaniu lekarz powiedział - do 11 pani urodzi, teraz już z górki. Czekamy tylko na pęknięcie pęcherza płodowego. Rozwarcie 10cm.

No i tak bujałam się jeszcze 2h, było ciężko. Miałam wrażenie, że poród zatrzymał się w miejscu i wtedy skurcze stawały się nie do zniesienia. Już nie umiałam oddychać, panować nad sobą. Po prostu w trakcie skurczu opierałam się o fotel porodowy i krzyczałam, aż skurcz przeszedł. Lekarz miał pełne ręce roboty. Na oddziale gdzie są 3 sale porodowe jednocześnie rodziło 5 kobiet. Jako jedyna nie byłam pierworódką, więc do mnie zaglądano najrzadziej. Lekarz coś tam mówił, że ostatecznie pęcherz przebije, ale wolałby nie, bo główka nisko. Po 2h wysłałam Jacka po lekarza i powiedziałam ,że bez niego ma nie wracać. Ma mi przebić ten pęcherz, bo ja już nie daję rady.
 Przyszedł, przebił nawet nie wiem kiedy.
 - no! Może pani rodzić. I poszedł.

 Ja zostałam na fotelu, skurcz przyszedł i dalej krzyczę z bólu. Przychodzi położna i mówi:
-o nie! Tak to nie robimy. Teraz już przyj, bo się zamęczysz.
- mogę? Ale nie czuję partych.
- Możesz :) Parte przyjdą same.

Zaczęłam przeć. Już nie miałam siły. Byłam wdzięczna położnej, że mnie nacięła, łatwiej było wypchnąć malucha.

 Po 5 minutach, dokładnie o godzinie 13.20 Jasia miałam już na moim brzuchu :)
 Już nic się nie liczyło. Nic mnie nie bolało, nie obchodził mnie tłum personelu w sali. Był tylko Okruszek i Jacek :) Ta chwila była równie magiczna jak pierwszy raz dostałam na ręce Jadzię :)
 Z tym, że z Jadzią nie mogłam uwierzyć, że już ją mam, że to maleństwo rosło w moim brzuchu. A z Jasiem już bardziej świadoma tego co się dzieje po prostu chłonęłam ten cud całą sobą :) I od razu zaczęłam do niego mówić :) Trzymałam go długo, nikt się nie śpieszył z mierzeniem i ważeniem :) 

 Dziś Okruszek jest już dość ciężkim klocuszkiem. Biega, łobuzuje, układa klocki i sam przynosi butki jak chce wyjść na dwór :) Nic nie mówi, ale umie pokazać czego potrzebuje, chce. Uwielbia się tulić do mnie :)  Nawet teraz włazi mi na kolana :)

 I tak zleciały 2 lata nie wiem kiedy.


1 minuta życia :)


1 doba


 2 tygodnie


3 tygodnie, chrzest






6 miesięcy






1 rok









2 lata





czwartek, 15 maja 2014

Sukienki

Wszystkie sukienki są z jednego wykroju. Czarna kiecka jest bardziej czarna niż na zdjęciu (flesz przekłamał), falbankę doszyłam, bo wyszła za krótka ;) Jest to ten sam materiał, z którego szyłam kimono dla taty :)
 Dwie pozostałe kiecki są z jersey'u, lekko elastyczne. Bardzo spodobały mi się wzory tych materiałów.
  Zdjęcia są takie sobie, bo robione z fleszem (ostatnio u nas dość ciemno, nawet w dzień), a i tła lepszego nie znalazłam w domu.
Sukienki są bardzo wygodne, szczególnie ta czerwona  (jest trochę cieńsza od fioletowej) i czuję się w nich świetnie :)
Wyszły dokładnie takie jakie miały być :)




wtorek, 13 maja 2014

Torebka

Wcześniej uszyłam torbę dość sporą. Na szczęście dzięki pomyłce pani w sklepie z tkaninami miałam więcej materiału i zostało mi tyle, żeby uszyć jeszcze jedną, mniejszą. Po uszyciu prototypu z resztek, których nie było mi szkoda, uszyłam tą wymarzoną  z moim ulubionym zwierzaczkiem. Wyszedł jak wyszedł, talentu do rysowania specjalnie nie mam, ale chyba widać jaki to zwierzaczek :)

To jest prototyp



A tutaj już właściwa torebka




I komplecik :)


wtorek, 6 maja 2014

Torba

Postanowiłam spróbować swoich sił i uszyć moją pierwszą w życiu torbę. Znalazłam piękną czerwoną zamszową skórkę oraz bawełnę w moim ulubionym kolorze z drobnymi kwiatkami (takie lubię najbardziej). Wykrój na torbę kupiłam w tym samym sklepie co tkaniny, w moim szyciowym raju Stoff&Stil. Oczywiście nic mi po instrukcji, bo jest po norwesku...zresztą jak jest opisówka to ja i tak nigdy nic nie rozumiem. Jakby na obrazku było pokazane jak w IKEI to byłoby łatwiej zrozumieć. Ale na szczęście jeszcze miałam moją ulubioną teściową ;) przy sobie i pokazała mi szybciutko co po kolei mam zrobić do pewnego momentu. Jak już zrobiłam to wszystko to zaczęły się małe schody z podszewką, ale w końcu rozkminiłam co i jak i udało się :) Muszę jeszcze tylko uszyć długi pasek na ramię, który będzie doczepiany na haczyki. Ale torbę już mogę używać :) Jest spora, nawet trochę większa niż się spodziewałam (43x27x30cm). Ale nie szkodzi, w końcu ma pomieścić niezbędnik dzieckowy i kilka moich szpargałów, których jest jak na lekarstwo w porównaniu z dzieckowymi ;)
 Będzie się idealnie nadawać jako bagaż podręczny do samolotu :)

Jak Wam się podoba?





sobota, 3 maja 2014

Rjukan - miasteczko mroku

Pozwolę sobie zacytować artykuł ze stron turystyka.wp.pl o raz visitnorway.com, ponieważ znalazłam ładny opis, a sama nie mam weny pisać:

Opowieść o Rjukan, niewielkim mieście położonym na zachód od Oslo brzmi jak z bajki. Ponad 100 lat temu w otoczonej licznymi wodospadami dolinie Vestfjord, Sam Eyde, człowiek o ogromnej pasji i wizji, postanowił wybudować elektrownię wykorzystując naturę do pozyskiwania energii. Elektrownia Norsk Hydro powstała, a pracujący w niej inżynierowie i robotnicy osiedlili się w mieście wybudowanym przy niej.

Rjukan wciśnięte między dwa strome zbocza gór w okresie jesienno-zimowym cierpiało jednak na całkowity brak słońca. Doprowadziło to do sytuacji, w której materialny i społeczny status mieszkańców odzwierciedlało położenie domu. Dyrektorzy i inżynierowie mieszkali najwyżej na zboczu, niżej swoje domy mieli pracownicy biurowi, a na samym dnie doliny robotnicy.

Pierwszy pomysł oświetlenia miasta systemem luster został opisany w lokalnej prasie 31 października 1913 roku, a jego pomysłodawcą był Sam Eyde. Przedsiębiorca zdając sobie jednak sprawę z tego, że technologia z początku XX w. nie pozwala na realizację takiego projektu, zdecydował się ostatecznie na ufundowanie kolejki linowej Krossobanen. Otwarta w 1928 roku linia umożliwiła mieszkańcom podróż z doliny na szczyt o wysokości 886 m n.p.m., skąd mogli odpoczywać w promieniach słońca przynajmniej przez kilka godzin w weekendy.

Futurystyczna idea ruchomych luster nie została jednak zarzucona i teraz, po ponad 100 latach stała się rzeczywistością. W ramach projektu „Lustro słoneczne w Rjukan” na zboczu 450 metrów ponad rynkiem Rjukan zamontowano trzy ogromne lustra o łącznej powierzchni 51 m kw. Oświetlają obszar w centrum miasta o średnicy 600 metrów. Cały system jest sterowany komputerowo i zasilany bateriami słonecznymi i wiatrem.

 W pobliskim Vemork znajduje się Muzeum Norweskiego Przemysłu, które prezentuje fascynującą wojenną historię regionu Rjukan. Vemork było centrum jednej z najważniejszych akcji sabotażowych podczas II wojny światowej, gdy norwescy sabotażyści przeszkodzili Niemcom w tworzeniu bomby jądrowej z wytwarzanej tutaj ciężkiej wody.

Góra Gaustatoppen

Gaustatoppen wznosi się majestatycznie nad miastem Rjukan na wysokość 1883 metrów nad poziomem morza. Codziennie około 30 000 ludzi wybiera się na ten szczyt, aby podziwiać niesamowity widok z góry. W bezchmurny dzień widać całą okolicę w kierunku południowym po wybrzeże, zaś w kierunku wschodnim Szwecję. Można stąd podziwiać jedną szóstą część Norwegii. 


 Na zdjęciach i filmikach zobaczycie między innymi długie na ok. 33km jezioro Tinnsja, na którym zatopiono prom wiozący ciężką wodę, wodospad spływający tuż przy drodze, malowniczą trasę biegnącą wzdłuż jeziora Tinnsja, wodospad przy wjeździe do Rjukan, który ma 104m wysokości, górę Gaustatoppen i miasteczko Rjukan oraz dwa cienie, które powstają poprzez odbijanie się słońca w lustrach :)
Zdjęcia robione są aparatem i telefonem, dlatego są różnej jakości.



Droga do Rjukan



Droga na górę Gaustatoppen

                                              Pasma górskie widziane z Nottoden


Największy drewniany kościół klepkowy w Norwegii, zbudowany w 1242 roku w Notodden.



 Jezioro Tinnsja

Gaustatoppen
 
Lustra, cienie i wodospad koło luster

 Tam w dolinie jest Rjukan, a na horyzoncie widać stok narciarski na Gaustatoppen


 Gaustatoppen

Droga na Gaustatoppen